Dziś urodziny obchodzi legenda Lechii Gdańsk

fot. Wikimedia Commons/Artur Andrzej

Grał w Lublinie, Gdyni i Warszawie, ale prawdziwą legendą został w Gdańsku. 

Roman Korynt w biało-zielonych barwach grał od 1953 do 1967 roku, ma ponad 200 występów. Niewiele brakowało, a w Lechii nie zagrałby w ogóle. Podczas służby wojskowej grał w Warszawie, po jej zakończeniu przełożeni chcieli go zatrzymać w stolicy.

- Obiecywano mi awans, obiecywano porucznika, kapitana, a ja odpowiedziałem tak: obywatelu kapitanie. szeregowy Korynt odmeldowuje się. Jako kadrowicz powinienem grać minimum w drugiej lidze. Zaproponowano mi grę w Lechii Gdańsk i z przyjemnością tę propozycję przyjąłem. Jednocześnie grając w Lechii, awansowałem do reprezentacji, w której zagrałem trzydzieści sześć spotkań (kilka razy pełnił funkcję kapitana). Pomimo tego, że otrzymałem tytuł najlepszego piłkarza roku, moja kariera w reprezentacji skończyła się niefortunnie. Przestałem grać, bo przez pewien czas utrzymywałem kontakt ze znajomym na zachodzie, z którymi pisałem listy. Kolega w jednym z listów zapytał mnie, ile zarabiam i ile dostaję za mecz. Odpisałem mu, co było lekkomyślne. Ten znajomy przed meczem ujawnił, że jestem zawodowym piłkarzem a oficjalnie byliśmy amatorami grającymi za darmo. Zostałem dożywotnio zdyskwalifikowany, ale nadal grałem w Lechii Gdańsk, opowiadał po latach Roman Korynt.

Pomimo, że pan Roman na murawie nie występuje od lat, dziś kibice wciąż o nim pamiętają. - Bardzo chciałbym podziękować, że kibice mnie szanują i że zapraszają na mecze. Mam nawet na stadionie swoją lożę.

Co ciekawe sportowa kariera legendy Lechii to nie tylko piłka nożna. Pan Roman w latach 1946-47 był mistrzem Wybrzeża w boksie, w wagach lekkiej i półśredniej.

Reprezentacyjna kariera Romana Korynta została przerwana, ale miał okazję zagrać w jednym z najbardziej pamiętnych meczów kadry w 1957 roku ze Związkiem Radzieckim. Ten mecz eliminacji mistrzostw świata przeszedł do historii. Polacy pokonali Związek Radziecki 2:1 dzięki bramkom Gerarda Cieślika. To on został wtedy okrzyknięty największym bohaterem, ale jednym tchem z nazwiskiem napastnika wymieniano też środkowego obrońcę Romana Korynta z Lechii Gdańsk. - To był najlepszy występ. Pokonaliśmy wtedy Związek Radziecki. To była fenomenalna sprawa. Pomimo, że mecz była bardzo dobrze zabezpieczony, kibice wbiegli na murawę i zanieśli nas na ramionach do szatni, wspomina Korynt.
Data: 2014-10-12 godz. 14:08
Pobrano ze strony: www.sportowahistoria.pl
Źródło: radiogdansk.pl/lechia.pl