Historia uczy: Justyna Kowalczyk nic już nie musi

2015-01-06, 09:38   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

fot. Wikimedia Commons/Che
To nie jest najlepszy sezon w wykonaniu Justyny Kowalczyk. Jak na razie Polka zajmuje w Pucharze Świata miejsca poza podium, a Tour de Ski nie rozpoczął się dla niej na tyle obiecująco, by można było liczyć na sukces. Warto jednak pamiętać, że Królowa Nart tak naprawdę nic już nie musi – w swojej dyscyplinie osiągnęła wszystko, co mogła, więc teraz może startować wyłącznie dla własnej przyjemności.

Oczywiście trudno uwierzyć w to, że miejsca poza pierwszą trójką nie są dla niezwykle ambitnej Kowalczyk rozczarowaniem, ale nie chodzi tutaj o jej wewnętrzną walkę, a nastawienie kibiców. Starty Polki powinniśmy oglądać ze świadomością, że tyle razy udowadniała już, na co ją stać, że teraz może robić, co tylko chce. Czas płynie nieubłaganie, a nasza biegaczka nie staje się młodsza. Za kilkanaście dni skończy 32 lata, a to dla sportowca wiek dosyć zaawansowany. Wprawdzie o trzy lata starsza Marit Bjoergen rozpoczęła ten sezon znakomicie i zdecydowanie prowadzi w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, a także zmierza po zwycięstwo w Tour de Ski, ale nie zmagała się ostatnio z takimi problemami jak Kowalczyk. 

Utrata dziecka, depresja, walka z bolącymi piszczelami… To wręcz cud, że pomimo takich problemów Polka wciąż znajduje się w czołówce światowych biegaczek, plasując się w pierwszej dziesiątce Pucharu Świata. Sportsmenka z Kasiny Wielkiej ma w swoim dorobku 
podwójne mistrzostwo olimpijskie i mistrzostwo świata, cztery zwycięstwa w Tour de Ski i tyle samo Kryształowych Kul. Jakby tego było mało, aż pięciokrotnie kibice wybierali ją najlepszą sportsmenką roku w Polsce w plebiscycie „Przeglądu Sportowego”, co jest rekordem. Justyna Kowalczyk jest biegaczką spełnioną, a bardziej niż jej miejsca poza podium, martwić powinien brak następczyń, które mogłyby kontynuować sukcesy Królowej Nart.

Ktoś powie, że skoro w swojej dyscyplinie zdobyła już absolutnie wszystko, powinna zakończyć karierę. Oczywiście niektórzy sportowcy wolą odchodzić w glorii zwycięzcy, ale jeśli Kowalczyk ma zamiar startować jeszcze przez kilka sezonów, można się wyłącznie z tego cieszyć. Co by się stało, gdyby Adam Małysz zakończył karierę po sezonach 2007/2008 lub 2008/2009, kiedy to zajmował, odpowiednio, 12. i 13. miejsce w klasyfikacji końcowej? Miał wtedy 31-32 lata i wielu twierdziło, że nigdy nie wróci do dawnej formy. Mimo tego Małysz nie zakończył kariery, a zwieńczył ją dwoma srebrnymi medalami olimpijskimi wywalczonymi w Vancouver, brązem mistrzostw świata z Oslo i trzecim miejscem w klasyfikacji Pucharu Świata w swoim ostatnim sezonie 2010/2011.

Jak więc widać, nie warto skreślać wielkich mistrzów, bo ogromny potencjał i doświadczenie, nawet mimo zaawansowanego jak na sportowca wieku, stanowią atut, który może pomóc w ważnych zwycięstwach. Kibice powinni się więc cieszyć, że Justyna Kowalczyk nadal startuje w zawodach i walczy o kolejne wygrane i medale. Zresztą to wszystko, co do tej pory zrobiła, zasługuje na ogromny szacunek i wiarę w to, że Królowa Nart ciągle potrafi wygrywać. Być może przyjdzie gorszy okres, być może, w przeciwieństwie do Małysza, nie uda jej się wywalczyć już żadnego cennego trofeum, ale dopóki ma siły i chęci, by dalej startować, dopóty powinnością każdego fana znad Wisły jest wiara i wsparcie w każdym momencie. Niewielu mamy tak wybitnych sportowców, więc należy im się wielki szacunek.
 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.