Historia uczy: Pójść za ciosem

2014-10-14, 09:42   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

fot. Wikimedia Commons/Roger Gor
Stało się. Po raz pierwszy w historii pokonaliśmy Niemców w piłce nożnej. Wydarzenie bez precedensu, ale trzeba pamiętać, że tak naprawdę to dopiero jeden (choć niezwykle istotny) krok w kierunku Francji. Żeby zagrać na mistrzostwach Europy potrzebujemy kolejnych punktów i najlepiej będzie, jeśli zaczniemy gromadzić je już dziś wieczorem.

Tak jak przewidywałem przed tygodniem, pokonaliśmy Niemców dzięki dużej (by nie powiedzieć ogromnej) dozie szczęścia. Na boisku lepsi byli goście – częściej byli przy piłce, stworzyli więcej sytuacji, oddali więcej strzałów. W futbolu na szczęście liczy się to, co w siatce. U nas skuteczność była niemal stuprocentowa i musimy się z tego cieszyć, bo nie licząc dwóch strzałów Grosickiego, mieliśmy dwie okazje i obie wykorzystaliśmy. Na Stadionie Narodowym sprzyjał nam los, ale w kolejnych meczach trzeba udowodnić, że zwycięstwo w spotkaniu z naszym zachodnim sąsiadem opierało się na czymś więcej niż tylko sumie szczęśliwych wypadków.

Mam nadzieję, że reprezentanci po meczu nie świętowali zbyt długo. Dziś wieczorem czeka nas bowiem równie ważne starcie ze Szkocją. Nie od dziś wiadomo, że mamy problem z graniem co trzy dni. Po meczu z Niemcami wielu kibiców przypominało spotkania z Portugalią z 2006 roku i z Czechami sprzed sześciu lat. Oba rozgrywane były, podobnie jak sobotnia potyczka, 11 października. W obu przypadkach kolejne eliminacyjne spotkania były dla nas niezwykle istotne. Ich wyniki były jednak zupełnie różne.

W eliminacjach do EURO 2008 po popisie Ebiego Smolarka na Stadionie Śląskim miesiąc później przyszedł czas na wyjazdowy mecz z Belgią. Dzięki bramce Radosława Matusiaka udało się wywieźć z Brukseli niezwykle ważne trzy punkty, które w ostatecznym rozrachunku przyczyniły się do pierwszego w historii polskiej piłki awansu do mistrzostw Europy. Mecz z Portugalią nie obrósłby taką legendą, gdyby nie wygrana z Belgami. Skąd ta pewność? Dwa lata później też odnieśliśmy wielkie zwycięstwo, ale z racji tego, że w kolejnych meczach spisaliśmy się kiepsko, dziś wygrana z Czechami nie jest tak często wspominana.

Cztery dni po tym, jak na tym samym Stadionie Śląskim w eliminacjach do mundialu w RPA po golach Pawła Brożka i Jakuba Błaszczykowskiego pokonaliśmy mocnych wtedy Czechów, wybraliśmy się na Słowację. Czekała tam na nas reprezentacja naszych sąsiadów. Kiedy Ebi Smolarek wbił piłkę do pustej bramki, wydawało się, że, podobnie jak przed rokiem, po wielkim triumfie znów wywieziemy z trudnego terenu komplet punktów. Niestety, w końcówce meczu rozegrał się dramat, który zniweczył wysiłki polskich reprezentantów. Straciliśmy dwa gole, przegraliśmy mecz i drużyna całkowicie się rozsypała.

Eliminacje przerżnęliśmy sromotnie, wygrywając jeszcze tylko z San Marino. Na żaden mundial oczywiście nie pojechaliśmy, a Leo Beenhakker po kolejnych słabych meczach stracił posadę. Zwycięstwo z Niemcami jest więc niesamowicie ważne, przede wszystkim ze względów psychologicznych, ale musimy pójść za ciosem. Jeśli bowiem w kolejnych meczach będziemy tracić punkty i nie awansujemy na EURO 2016, historyczna wygrana będzie tylko pięknym wspomnieniem, które nie pociągnęło za sobą żadnego sukcesu. Tego byśmy nie chcieli, więc już dzisiaj w meczu ze Szkocją musimy sięgnąć po komplet punktów, co może okazać się zadaniem równie trudnym, jak pokonanie reprezentacji Niemiec.
 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.