Notatka z życia: Złoty pechowiec

2012-11-22, 07:36   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

Tajemnicze kłopoty z sercem, dwukrotny lekarski zakaz uprawiania boksu, świetne walki z krajowymi bokserami i fatalna postawa w pozostałych pojedynkach, gwizdy po zdobyciu tytułu mistrza Polski i wyrzucenie złotego medalu w trybuny. Dyskwalifikacja, odwieszenie wyroku, wyjazd na igrzyska olimpijskie, kontuzja, która mogła przekreślić szanse na sukces i w końcu zdobycie złotego medalu olimpijskiego w wieku 33 lat. Historia kariery Jana Szczepańskiego śmiało nadaje się na scenariusz filmowy.

Jan Szczepański urodził się 20 listopada 1939 r. we wsi Małecz, niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego. Przygodę z boksem rozpoczął w wieku 16 lat, kiedy to dołączył do klubu Pogoń Włókniarz Zduńska Wola. Rok później trenował już w Pilicy Tomaszów Mazowiecki. Pierwszy sukces przyszedł w roku 1958, kiedy to wywalczył wicemistrzostwo Polski w wadze koguciej. Rok później powtórzył to osiągnięcie, ale już w wadze piórkowej. W tym samym czasie rozpoczął też służbę wojskową i tak trafił do warszawskiej Legii, której barwy reprezentował już do końca swojej sportowej kariery (lata 1960-1975). Na kolejne sukcesy nie trzeba było długo czekać. W 1961 roku zdobył następny tytuł wicemistrzowski w kolejnej z wag. Tym razem przegrał finałowy pojedynek w wadze lekkiej. Zadebiutował też w reprezentacji, pojechał na mistrzostwa Europy do Belgradu, gdzie jednak zawiódł, przegrywając już w I rundzie z reprezentantem ZSRR, Gennadijem Kokoszkinem. Nie najlepiej wiodło mu się też w pojedynczych meczach międzypaństwowych, za co spotkała go fala krytyki. Z czasem przypięto do niego łątkę boksera, który świetnie radzi sobie w kraju, ale nie nadaje się do występów międzynarodowych.

Pierwsze tytuły

Rok później Szczepański okazał się jednak bezkonkurencyjny w Polsce w wadze lekkiej, a tytuł mistrza Polski obronił w 1963 roku. Zdołał też wygrać z mistrzem olimpijskim z Melbourne – Władimirem Safronowem podczas Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych w Łodzi, dzięki czemu odniósł zwycięstwo w tym turnieju w wadze piórkowej. Dostał powołanie na finałowy mecz o Puchar Europy ze Związkiem Radzieckim, gdzie jednak ponownie zawiódł, przegrywając przez TKO ze Stanisławem Stiepaszkinem w II rundzie. Usprawiedliwieniem dla młodego boksera była z pewnością klasa przeciwnika – aktualnego wtedy mistrza Europy i późniejszego mistrza olimpijskiego z Tokio. Nie pomógł mu też fakt, że przed walką kazano mu zrzucić aż 6 kilogramów. Być może zbijanie wagi było jedną z przyczyn kłopotów zdrowotnych, które zaczęły trapić boksera.

Tajemnicza arytmia

Szczepańskiego zaczęły dopadać skurcze serca. Diagnoza lekarzy okazała się brutalna – arytmia serca i zakaz uprawiania sportu. Szczepański nie mógł boksować, ale nikt nie potrafił wyjaśnić, dlaczego jego serce nie odmawia posłuszeństwa podczas wysiłku, tylko w innych okolicznościach, zamierając na chwilę, na przykład, podczas odpoczynku. Decyzja lekarska zmieniła życie boksera na ponad cztery lata. Pracował w tym czasie jako kierowca, pomagał też ojcu przy pracy w polu. Przerwaną karierę Szczepański próbował rekompensować sobie alkoholem, ciągle jednak mając nadzieję, że wróci do boksowania. Karta odwróciła się we wrześniu 1968 roku, kiedy to dostał zgodę na powrót do sportu. Tajemnicza amnestia nagle ustąpiła, co sam bokser uznał za cud!

Powrót w wielkim stylu

Mimo 29 lat, Szczepański nie potrzebował dużo czasu, żeby ponownie udowodnić swój prymat w wadze lekkiej. W 1969 roku zdobył tytuł mistrza Polski w Mielcu, rok później powtórzył to osiągnięcie w Opolu. Wtedy przyszedł czas na Mistrzostwa Europy w Madrycie. Z racji swoich wcześniejszych pojedynków na międzynarodowych ringach, dziennikarze i znawcy boksu nie dawali Szczepańskiemu większych szans na powodzenia w turnieju. – Nigdy do tej pory nie wierzyłem w możliwość odniesienia zwycięstwa przez Janka na międzynarodowej arenie. I tym razem telewidzów w kraju przygotowywałem do ewentualnego niepowodzenia naszego reprezentanta – wspominał po latach w książce „Bij mistrza!" Jerzy Zmarzlik, dziennikarz komentujący pojedynek Szczepańskiego w TVP. Jego stanowisko zdawał się potwierdzać początek walki polskiego boksera w eliminacjach, gdzie przeciwnikiem był Heinrich Schellenbaum ze Szwajcarii. Nagle wydarzyło się jednak coś nieoczekiwanego. – W piątej minucie walki stał się (...) cud! – komentował w książce Zmarzlik. – Szczepański, zapewne zrugany przez Stamma, ruszył do ataku. Schellenbaum zgłupiał kompletnie. Zapewne wydawało mu się, że zmaga się z ośmiornicą, która ma na mackach rękawice bokserskie. Był zupełnie bezradny – tak po latach opisywał przełomową walkę Polaka. Po pokonaniu Szwajcara, Szczepański wygrał z Battiste Caprettim z Włoch, zwyciężył w ćwierćfinałowym pojedynku z Turkiem, Seifiri Tatarem i dostał się do półfinału, gdzie czekał na niego Nikołaj Chromow z ZSRR. Po niezwykle zaciętej i wyrównanej walce, minimalnie lepszy okazał się Polak. A wiec finał! Szczepański po dobrym pojedynku pokonał reprezentanta Rumunii, Antoniu Vasile`a stosunkiem głosów sędziowskich 4:1 i zdobył swój pierwszy międzynarodowy tytuł. Miał wtedy już blisko 32 lata.

Latający medal w katowickim „Spodku"

Po zwycięstwie w mistrzostwach Europy przyszedł czas na walkę o tytuł najlepszego boksera w Polsce. Szczepański, który w Madrycie startował w wadze lekkiej, w turnieju rozgrywanym w katowickim „Spodku" rywalizował w wadze lekkopółśredniej. Z racji tego, że był reprezentantem warszawskiej Legii, która nie cieszyła się na Śląsku zbytnią sympatią, każdy jego występ kwitowany był gwizdami. Nie inaczej było w finałowym starciu ze Zbigniewem Osztabem ze Stali Rzeszów, który Szczepański jednogłośnie wygrał. Gwizdy nie ustały nawet podczas ceremonii dekoracji zwycięzców, co wyprowadziło z równowagi boksera klubu ze stolicy. Szczepański chwycił więc wręczaną mu szarfę i medal i wyrzucił je w trybuny, w kierunku gwiżdżącej publiczności. Za to zachowanie odebrano mu tytuł mistrzowski, spotkała go też dożywotnia dyskwalifikacja. Ostatecznie kara została szybko cofnięta, a tytuł mistrza Polski zwrócony Szczepańskiemu nieco później. Wkrótce jednak wydarzyło się coś, co przyćmiło katowickie wydarzenia.

Szczęśliwy pechowiec

Jak grom z jasnego nieba na boksera spadła kolejna diagnoza lekarska – niewydolność serca i ponowny zakaz uprawiania sportu! Tym razem rozbrat z ringiem trwał jednak krótko. Po serii badań okazało się, że Szczepański może dalej boksować. To była dobra wiadomość, zbliżały przecież się Igrzyska Olimpijskie w Monachium. Wydawało się, że po pozytywnej decyzji lekarskiej nic nie stanie już na przeszkodzie reprezentantowi Legii w olimpijskim przygotowaniach. Zwłaszcza, że w wieku 33 lat, Szczepański był w wyśmienitej formie i śmiało mógł liczyć na olimpijski medal. Pech ponownie dał jednak o sobie znać. Na krótko przed rozpoczęciem monachijskich zmagań, na prawej ręce boksera pojawił się czyrak. Szczepański postanowił sam poradzić sobie z infekcją, uderzając w worek treningowy prawą ręką w cienkiej rękawicy. Tym działaniem doprowadził jednak do rozprzestrzenienia się infekcji i dopiero interwencja doktora Janusza Garlickiego załagodziła kontuzję. Nastąpiło to już po trzech pierwszych olimpijskich walkach, które Szczepański wygrał. Najpierw jego przeciwnikiem był Kasamiro Kashri Marchelo z Sudanu, potem James Busceme ze Stanów Zjednoczonych, a w ćwierćfinale polski bokser spotkał się z Irlandczykiem Charlesem Nashem, wygrywając przez dyskwalifikację. Na drodze do olimpijskiego złota mogły stanąć Szczepańskiemu wydarzenia z 5 września, kiedy to palestyńska organizacja „Czarny Wrzesień" dokonała ataku terrorystycznego na izraelskich sportowców mieszkających w wiosce olimpijskiej. Śmierć 11 zawodników Izraela nie była dla przewodniczącego MKOl-u – Avery`ego Brundage`a wystarczającym powodem do przerwania igrzysk, więc „the games must go on" – rozgrywany dalej był też turniej bokserski. Do półfinałowego starcia Szczepański nie musiał jednak wychodzić. Jego rywal – Samuel Mbugua z Kenii nie przystąpił do pojedynku z racji odniesionej wcześniej kontuzji – pękniętej kości obojczyka. Pozostał już tylko finał, gdzie przeciwnikiem Polaka był Laszlo Orban, reprezentant Węgier. Szczepański zaczął źle, ale z czasem rozkręcił się na dobre i wygrał jednogłośną decyzją sędziów 5:0. Został złotym medalistą olimpijskim w wieku prawie 33 lat, odnosząc największy sukces w karierze, mimo wszystkich przeszkód i pecha, który do końca go nie opuszczał.

Mistrz olimpijski na ekranie

Do końca kariery Szczepańskiemu nie pozostało już wiele czasu. Amatorski boks można było uprawiać w Polsce jedynie do 35. roku życia. Bokser chciał wybrać się na ostatnie mistrzostwa Europy, które w 1973 roku odbywały się w Belgradzie, ale podczas przygotowań do turnieju, jakżeby inaczej, doznał kontuzji ręki, popadł też w konflikt z jednym z działaczy i ostatecznie do Jugosławii nie pojechał. Karierę zakończył w listopadzie 1974 r. podczas meczu Legia Warszawa – Carbo Gliwice. Na pożegnanie wygrał swój pojedynek, dzięki czemu zapewnił warszawskiej drużynie utrzymanie w pierwszej lidze. Odszedł z ringu bez szumnych pożegnań. Pojawił się jednak w późniejszych latach na telewizyjnym ekranie. Wystąpił jako główna postać w filmie Filipa Bajona „Powrót" (1976 r.), gdzie zagrał samego siebie, a także odegrał jedną z głównych ról (inspektor milicji) w produkcji Marka Piwowskiego „Przepraszam, czy tu biją?" (1976 r), wspólnie z Jerzym Kulejem.

We wtorek Jan Szczapański skończył 73. lata.

Artykuł na podstawie:

B. Tuszyński, „Polscy olimpijczycy XX w. (1924-2002)", Wydawnictwo Europa, 2004.

J. Zmarzlik, „Bij mistrza!", Polska Oficyna Wydawnicza „BGW", Warszawa 1992.

red. W. Rybczyński, „Na olimpijskim szlaku 1972", Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1974.

 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.