"Epi", czyli kilka słów o Edmundzie Kowalu

2011-08-13, 16:34   A A A   drukuj  

Edmund Kowal był w swoich czasach jednym z tych piłkarzy, którzy stanowili o sile swojego zespołu. Kilka słów o byłym zawodniku warszawskiej Legii i Górnika Zabrze.

Historię tego nieznanego młodszemu pokoleniu zawodnika przypomina inny wybitny polski piłkarz, Stanisław Oślizło. Zdaniem legendy Górnika Kowal był jednym z tych zawodników, dzięki którym zabrzanie dominowali w polskiej lidze pod koniec lat 60.

Z Kowalem i Oślizłą w składzie Górnik zdobywał mistrzostwo Polski w 1957 i 1959 roku. Wcześniej "Epi" dwa razy sięgał po tytuł, a także Puchar Polski, z Legią Warszawa (1955, 1956).

Kowal, do 1949 roku posługujący się nazwiskiem Schmidt, zapewne zdobyłby z ekipą z Zabrza kolejne tytuły i rozegrał w reprezentacji Polski więcej niż 8 spotkań, gdyby nie tragiczny wypadek, jaki wydarzył się w Zabrzu w kwietniu 1960 roku. Legendarny piłkarz Legii Lucjan Brychczy twierdzi, że "Epi" wciąż by żył, gdy nie odszedł z Warszawy. Dlaczego? Ponieważ na Śląsku ponoć więcej się piło.

- Epi jechał do Biskupic (dzielnica Zabrza - przyp. red.) do kolegi, żeby się napić. Chodnik był oblodzony, on chciał wskoczyć do jadącego tramwaju, pośliznął się i wpadł pod tramwaj. Niestety ta butelka wódki wgniotła się w niego i uszkodziła organy wewnętrzne - wspomina Oślizło w rozmowie z "Przeglądem Sportowym". Kowala po wypadku przewieziono do szpitala w Poznaniu, ponieważ na Śląsku nie mieli odpowiedniego sprzętu, by podjąć próbę uratowania go. Obrażenia okazały się jednak zbyt rozległe. 22 kwietnia 1960 roku piłkarz zmarł.

Powrót | Źródło: Wirtualna Polska
 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.