ISSN
Sportowa Historia

Historia uczy: Antiga jak Wagner. Oby historia powtórzyła się także za dwa lata

2014-09-23, 09:37   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

fot. Wikimedia Commons/Fryta 73
Historia zatoczyła koło. Dokładnie 40 lat po triumfie w mistrzostwach świata polscy siatkarze po raz kolejny stanęli na najwyższym stopniu podium tej imprezy. Mimo że oba sukcesy dzieli sportowa epoka, można znaleźć wiele podobieństw między wyczynem Huberta Wagner i jego zawodników, a osiągnięciem obecnej reprezentacji Polski.

Już sama historia obu szkoleniowców, którzy poprowadzili kadrę do mistrzostwa, jest bardzo podobna. Zarówno Wagner jak i Antiga objęli reprezentację w młodym wieku. Polak uczynił to, kiedy na karku miał zaledwie 32 wiosny, Francuz w momencie ogłoszenia decyzji miał 37 lat. W obu sytuacjach wybór trenera przyjęty został ze zdziwieniem, by nie powiedzieć, że z niedowierzaniem. Jak się okazało, w obu przypadkach był słuszny – Wagner i Antiga sięgnęli po złoto w swoich pierwszych poważnych turniejach, w których poprowadzili reprezentację.

Nie były to sukcesy, których się spodziewano. Kiedy Polacy zdobyli złoto w Meksyku w 1974 roku, w „Życiu Warszawy” ukazał się artykuł zatytułowany „Medalowy wyskok naszych siatkarzy”. Na zwycięstwo kadrowiczów Wagnera nie liczył tak naprawdę nikt, tym bardziej, że siatkówka była wtedy w naszym kraju jeszcze niezbyt popularnym sportem. Najlepiej świadczy o tym fakt, że transmisji z mistrzostw nie przeprowadzała TVP. Kibice nie mieli więc możliwości śledzenia poczynań reprezentacji, podobnie jak w tym roku, kiedy już z zupełnie innych względów Telewizja Polsat pokazała w otwartym paśmie jedynie mecz otwarcia i finał.

Gdzie jeszcze można znaleźć podobieństwo między oboma wyczynami? Chociażby w przebiegu mistrzostw. W 1974 roku Polacy w drodze po złoty medal dwukrotnie pokonali jednego z największych faworytów do zwycięstwa – drużynę ZSRR. Identycznie było podczas mundialu rozgrywanego w Polsce, gdzie dwukrotne pokonanie Brazylijczyków zapewniło nam wygraną w całym turnieju. Nie trzeba chyba dodawać, że MVP obu mundiali zostali reprezentanci zwycięskich drużyn – w 1974 roku był to Stanisław Gościniak, teraz tym tytułem wyróżniony został Mariusz Wlazły.

Co ciekawe, dla obu zawodników to wyróżnienie okazało się zwieńczeniem reprezentacyjnych karier. Gościniak po mistrzostwach nie pojawiał się już w kadrze, gdyż, jak sam twierdzi, zrezygnował z występów w biało-czerwonych barwach. Taką samą decyzję ogłosił w niedzielę Wlazły, więc jeśli polski atakujący jej nie zmieni, stanie się kolejnym siatkarzem z tytułem MVP mistrzostw świata, dla którego występ w zwycięskim finale był pożegnaniem z kadrą.

Podobne przykłady można zresztą mnożyć, choć niewątpliwie znajdzie się też mnóstwo różnic między triumfem z 1974 roku, a zwycięstwem odniesionym 40 lat później. Polscy kibice powinni jednak wierzyć, że między Wagnerem i Antigą jest jakieś podobieństwo. Wtedy moglibyśmy liczyć na to, że także w Rio de Janeiro nasi siatkarze odniosą sukces. Trudno spodziewać się z ust francuskiego szkoleniowca słów: „Interesuje mnie tylko złoto!”, ale jeśli nawet bez tej deklaracji miałby powtórzyć osiągnięcie Huberta Wagnera, który doprowadził kadrę do olimpijskiego złota, nie mielibyśmy nic przeciwko temu, żeby historia ponownie zatoczyła koło. Piękne koło, którego efektem byłby kolejny spektakularny sukces.
 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.