ISSN
Sportowa Historia

"Kariera z kolcami"

2014-02-04, 98:27   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

Mistrz olimpijski z Rzymu, podwójny mistrz Europy ze Sztokholmu, rekordzista świata w biegu na 3000 metrów z przeszkodami. Zdzisław Krzyszkowiak był jednym z najlepszych polskich biegaczy długodystansowych. W 1962 roku, rok przed zakończeniem przez niego czynnej kariery, książkę jemu poświęconą wydał Bohdan Tomaszewski.

Pozycja zatytułowana „Kariera z kolcami" ukazała się nakładem Wydawnictwa Sport i Turystyka i była podsumowaniem przygody długodystansowca ze sportem. Książka po blisko 50 latach doczekała się drugiego, poprawionego wydania. W 2008 roku Krystyna Krzyszkowiak, żona mistrza olimpijskiego z Rzymu, postanowiła przypomnieć kibicom sylwetkę męża, który odszedł pięć lat wcześniej. Bohdan Tomaszewski dopisał nowe słowo wstępne i biografia dzięki firmie Wystawy i Wydawnictwo K.K. im. Zdzisława Krzyszkowiaka ponownie trafiła na rynek. Co ciekawe, dziś łatwiej zdobyć jej pierwsze wydanie z lat 60. niż znaleźć nowsze, które musiało ukazać się w niskim nakładzie.

„Kariera z kolcami" to chronologiczny zbiór wydarzeń z życia dawnego mistrza. Przede wszystkim tych dotyczących sportu, a nie życia prywatnego. Autor tłumaczy taką formę biografii we wstępie, zadając czytelnikowi pytanie: „czy wyczynowiec tej klasy, stale wojażujący i trenujący ponad miarę wytrzymałości zwyczajnego człowieka, w istocie ma osobiste życie?". Rzeczywiście, w książce trudno znaleźć coś o tych wydarzeniach, które nie byłyby związane ze sportem. Pozycja pióra Tomaszewskiego jest więc publikacją w dawnym stylu – nie nastawioną na skandal czy ujawnianie „brudów" z życia osobistego, a biografią mającą stanowić udokumentowanie najważniejszych osiągnięć sportowca.

Ale nie tylko o sukcesach w „Karierze z kolcami" pisze autor. We wstępie zaznacza: „(...) usiłowałem wyłowić z różnych źródeł możliwie największą ilość informacji. W przypadku Krzyszkowiaka najczęściej występowały dwa: kontuzje i zwycięstwa". Kariera urodzonego w Wielichowie biegacza nie była pasmem samych sukcesów, ale obfitowała w poważne kontuzje i momenty załamania, a bardzo często plany Krzyszkowiaka krzyżował zwykły pech. Występ w olimpijskim finale biegu na 3 km z przeszkodami w Melbourne w 1956 roku uniemożliwiło mu... pogryzienie przez psa, który pałętał się po wiosce olimpijskiej. Trzy lata wcześniej, kiedy długodystansowiec przygotowywał się do występu w mistrzostwach Europy w Bernie, podczas gry w palanta zderzył się z Jerzym Chromikiem i naderwał mięsień prosty brzucha.

Podobnych sytuacji było zresztą więcej, ale na szczęście nie przeszkodziły one Krzyszkowiakowi w zdobyciu najważniejszych laurów. O wszystkich osiągnięciach i ich okolicznościach pisze w książce Bohdan Tomaszewski. Czyni to w charakterystycznym dla siebie stylu, nierzadko komentując wypowiedzi cytowanych osób. Dziennikarz nie zgadza się na przykład z opinią Jana Mulaka, który twierdził, że biegi Krzyszkowiaka „nie porywały, lecz budziły tylko szacunek". W innym miejscu z kolei autor książki rozwodzi się na temat charakterystyki biegów długodystansowych. Kto czytał jedną z wielu pozycji sportowych Bohdana Tomaszewskiego, z pewnością wie, czego może się spodziewać po „Karierze z kolcami".

Książkę wzbogacają wypowiedzi samego Zdzisława Krzyszkowiaka, a także osób, które go znały – rodziny czy trenera Mulaka. Pozycja kończy się rozdziałem zatytułowanym „Rywale", w którym biegacz w rozmowie z autorem charakteryzuje m.in. Jerzego Chromika, Emila Zatopka, Włodzimierza Kuca i Hansa Grodotzkiego. W ostatnich słowach Bohdan Tomaszewski tłumaczy podwójne znaczenie tytułu, jaki nadał biografii: „O Krzyszkowiaku mówiło się, że był pechowy. Tylko tyle. Nasz bohater obliczył, że jedynie od 1959 roku dokuczały mu i przerywały trening aż 27 razy najrozmaitsze kontuzje i choroby. Kariera z kolcami. To określenie wydało mi się najtrafniejszym tytułem, kiedy pisałem tę książkę".

 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.