Mundialowa zabawa dopiero się zaczyna

2014-09-09, 09:03   A A A   drukuj   Piotr Stokłosa

fot. Wikimedia Commons/Nathaniel C. Sheetz
Przed mistrzostwami świata siatkarzy wszyscy byli bardzo ostrożni, oceniając szanse polskiej drużyny na niezły występ. Po przebrnięciu pierwszej fazy turnieju, w której Polacy wygrali wszystkie mecze tracąc zaledwie jednego seta, nastroje stały się dużo bardziej optymistyczne. Historia sportu uczy jednak, żeby nie dzielić skóry na niedźwiedziu zbyt wcześnie.

Polacy wszystkie mundiale w XXI w. rozpoczynali świetnie. Dość powiedzieć, że na 16 spotkań pierwszej rundy turniejów rozgrywanych w latach 2002-2014, wygrali… 16. Ba, w tych meczach stracili łącznie zaledwie siedem setów, co daje niesamowitą średnią poniżej 0,5 przegranej partii na jedno spotkanie. Nie zawsze kapitalny start kończył się jednak medalem lub dobrym miejscem.

W 2006 roku w Japonii, kiedy Polacy zmierzali po srebrny medal, w premierowej rundzie wygrali wszystkie pięć spotkań bez straty seta. W pokonanym polu zostawili Argentynę, Portoryko czy zawsze groźnych u siebie gospodarzy. System rozgrywek był wtedy zbliżony do tego, który obowiązuje podczas tegorocznego turnieju. Nie było jedynie trzeciej fazy, więc po drugiej rundzie rozgrywano od razu półfinały, a także spotkania o miejsca od 5. do 12.

Obecna sytuacja Polaków wydaje się być bardzo zbliżona do tej, w której osiem lat wcześniej znaleźli się podopieczni Raula Lozano. Wtedy też dopiero w drugiej rundzie przyszła tak naprawdę pora na weryfikację formy naszych reprezentantów. Po gładkich zwycięstwach z niżej notowanymi zespołami – Tunezją i Kanadą – przyszedł czas na prawdziwe sprawdziany, czyli potyczki z Rosjanami oraz Serbią i Czarnogórą.

Mecz ze „Sborną” był przełomowym momentem tamtego turnieju i otworzył naszym reprezentantom drogę do walki o medale. Kto wie, jak to wszystko by się skończyło, gdyby nie odwrócenie losów rywalizacji przy stanie 0:2 i metamorfoza naszej drużyny, której wydatnie pomogli rezerwowi – Grzegorz Szymański i Piotr Gruszka. Jeśli siatkarze prowadzeni przez Stephana Antigę chcą osiągnąć podobny sukces, będą musieli w drugiej rundzie pokazać charakter.

Tak naprawdę dopiero od jutra zacznie się właściwa rywalizacja. Zwycięstwa w pierwszej fazie były oczywiście ważne, gdyż dzięki nim znaleźliśmy się w dobrej sytuacji wyjściowej, ale na nic się zdadzą, jeśli polskim reprezentantom nie uda się pokonać Francji, Iranu czy Stanów Zjednoczonych. Łatwo nie będzie, gdyż szansę walki o medale dostaną jedynie trzy zespoły. Dwie porażki biało-czerwonych mogą sprawić, że sytuacja mocno się skomplikuje.

Już nie raz bowiem po świetnym początku Polacy kończyli rywalizację na odległych miejscach. Cztery lata temu po pokonaniu w pierwszej rundzie Niemców, Serbów i Kanadyjczyków, przyszły porażki z Bułgarią i Brazylią, co skutkowało odpadnięciem z turnieju i rozczarowującymi miejscami 13-18. Fakt, ówczesny regulamin rozgrywek był skandaliczny, ale mimo wszystko przegraliśmy rywalizację sportową, nie regulaminową.

Podobnie jak w Argentynie w 2002 roku, gdzie Polacy zajęli miejsca 9-12. Zaczęło się od zwycięstw z Kanadą, Włochami i Chorwacją w pierwszej fazie, ale w drugiej silniejsze okazały się drużyny Rosji i Portugalii (sic!). Wygrana z Hiszpanią była zwycięstwem na otarcie łez. Trzeba jednak pamiętać, że wtedy poziom naszej siatkówki nie stał jeszcze na tak wysokim poziomie i zwycięstwo naszych zawodników z obrońcami trofeum – Włochami, traktowano jako niespodziankę. W lipcu 2001 roku w rankingu FIVB zajmowaliśmy dopiero 17. miejsce, więc w tym kontekście mundialowa postawa naszych siatkarzy wcale nie wypada źle.

Jak będzie w tym roku? Wydaje się, że szanse na dobry występ i miejsce w pierwszej szóstce są bardzo duże. Trzeba jednak pamiętać, że w pierwszej fazie polska reprezentacja, która gra w dosyć eksperymentalnym składzie, nie stała jeszcze pod murem. Mecze układały się po myśli zawodników i trenera Antigi i przez większą część spotkań udawało się trzymać rywali na dystans. Jak zachowają się nasi reprezentanci, kiedy przyjdzie im na przykład gonić wynik lub odrabiać dwusetowe straty z rywalem pokroju Stanów Zjednoczonych?

Trudno to przewidzieć, jednak rozsądek nakazuje zachować ostrożność. Przed mundialem nikt pewnie nie postawiłby większej kwoty na awans Polaków do drugiej rundy ze stratą zaledwie jednego seta. Taki wyczyn stał się jednak faktem, ale trudno zakładać, że w dalszej części mistrzostw pójdzie równie gładko. Jeśli drużyna pokaże jednak charakter i serce do walki, czego odmówić jej nie można, na pewno jest w stanie powalczyć o medal. A to będzie już wielki sukces, który przed turniejem wszyscy wzięliby w ciemno.
 

Komentarze

Komentarz zanim zostanie opublikowany, poddany jest weryfikacji. Jeżeli jego treść nie łamie regulaminu strony, będzie opublikowany.

Brak komentarzy.